Decoupage Blog – Asket Craft House

Nie jesteś leniwa. Jesteś zatruta.

Nie jesteś leniwa. Jesteś zatruta.

Od czego trzeba zacząć?

Od siebie. Od ciała.
Bo zanim zaczniesz leczyć duszę, zanim poszukasz swojego miejsca na świecie, zanim stworzysz tę wymarzoną rzeczywistość… najpierw trzeba się zatrzymać i spojrzeć na ciało.
To ono pierwsze wysyła sygnały. Tylko trzeba je usłyszeć.

I nie, to nie jest historia o jakiejś spektakularnej przemianie.
To raczej opowieść o tym, jak ciało przez lata próbowało coś powiedzieć, a ja to ignorowałam.
Bo przecież miałam „taką budowę”. Bo przecież „wszyscy tak mają”.
Bo przecież to normalne, że po śniadaniu chce się spać.
No właśnie – nie jest.


To miały być tylko łydki

U mnie zaczęło się… od łydek.
Tak, wiem, brzmi śmiesznie. Ale całe życie miałam szerokie, zbite łydki, których nienawidziłam.
Zgrabne nogi, a potem nagle bam – dwie kolumny.
Byłam przekonana, że taka jestem. Że taka moja uroda.
Dopiero kiedy odstawiłam gluten, coś się zaczęło zmieniać.
I nagle patrzę w lustro i myślę: „Czyje to są łydki?”
Lżejsze. Smuklejsze. Moje. Ale jakby… nowe.


To nie miała być rewolucja

Na początku odstawiłam gluten, żeby schudnąć. Tylko tyle.
Ale kiedy ciało zaczęło oddychać, skóra się wygładziła, brzuch przestał się buntować, a emocje się uspokoiły – pomyślałam, że coś tu jest więcej niż dieta.
Zaczęłam szukać.
Czytać.
Łączyć fakty.


Czym naprawdę jest dzisiejsza pszenica?

Dowiedziałam się, że dzisiejsza pszenica to już nie pszenica.
To przemysłowa hybryda stworzona dla wygody piekarni, nie dla naszego zdrowia.

W mące i pieczywie mamy:

– gluteniny i gliadyny, które podrażniają jelita i wywołują stany zapalne,
– peptydy opioidowe (tzw. gluteomorfiny), które działają jak narkotyk – dosłownie. Uzależniają i wpływają na nastrój,
– amylopektynę A, która podnosi cukier we krwi szybciej niż łyżeczka sacharozy,
– chemiczne dodatki do mąki: polepszacze, wybielacze, bromiany – zakazane w niektórych krajach, ale nie u nas.

I kiedy dorzucimy do tego jeszcze cukier, który siedzi absolutnie wszędzie (tak, nawet w keczupie) – to mamy przepis na ciągłe zmęczenie, rozdrażnienie i spadki nastroju.
I to nie jest żadna teoria spiskowa.
To moje ciało. To moje doświadczenie.
I Twoje może być podobne – tylko jeszcze nie wiesz, gdzie jest przyczyna.


Pizza, która rozbiła mnie w trzy dni

pizza w stylu retro

U mnie zadziało się coś jeszcze.
Po roku unikania glutenu poszłam z mamą na pizzę.
Jedną, zwykłą pizzę – żeby nie robić problemu.
I wiecie co?
Następnego dnia obudziłam się z lękiem.
Nie wiedziałam, co się dzieje.
Byłam jak przygaszona, jakby wszystko było szare i obojętne.
Zero energii. Zero radości.
Aż po dwóch, trzech dniach wróciłam do siebie.
I wtedy mnie tknęło: „To była ta pizza.”
Jedna.
I tak właśnie działa gluten – po cichu rozwala wszystko.


A cukier? Cukier to inna bajka

Nie jestem święta. Nadal mam z nim relację love–hate.
Czasem się spotykamy. Ale coraz rzadziej.
I coraz bardziej wiem, że to nie jest miłość, tylko uzależnienie.
Bo cukier też kłamie.
On mówi: „chodź, poczujesz się lepiej.”
A potem zostawia Cię na emocjonalnym kacu i każe samej sprzątać.


Bo ciało nie kłamie

I teraz…
dlaczego w ogóle Ci to piszę?
Bo „tworzenie własnej rzeczywistości” zaczyna się nie od afirmacji, nie od medytacji i nie od wizualizacji.
Zaczyna się od ciała.
Od tego, co wkładasz na talerz.
Od tego, jak traktujesz swoje jelita, swój układ nerwowy, swój poziom cukru we krwi.

Bo jak ciało przestaje być zalane chemią i cukrem, to dusza w końcu ma szansę dojść do głosu.
I wtedy zaczynają się dziać rzeczy naprawdę piękne.


A teraz Ty

Nie piszę Ci tego po to, żebyś od jutra wyrzuciła wszystko z kuchni i przeszła na seler naciowy.
Nie o to chodzi.


Piszę to, żebyś zatrzymała się na chwilę.
Żebyś z ciekawością, nie z pretensją, zapytała swoje ciało:
„Hej, a jak Ty się właściwie czujesz po tym, co dziś zjadłaś?”

Bo może to nie Ty jesteś leniwa.
Może to nie Twoja motywacja leży i kwiczy.
Może po prostu Twoje ciało od lat pracuje na pół gwizdka,
zalewane tym, co dla niego jest ciężarem — nie paliwem.

I może…
może to nie Ty masz się zmieniać.
Może masz się po prostu obudzić.
Zobaczyć.
I po cichu — krok po kroku — zacząć tworzyć swoją rzeczywistość.
Nie z poziomu głowy. Nie z poziomu afirmacji.
Tylko z poziomu ciała, które wreszcie może oddychać.

Bo kiedy ciało przestaje krzyczeć,
dusza w końcu może mówić.

To teraz Twoja kolej.
Nie udawaj, że nie wiesz, o czym mówię.
Jeśli po jedzeniu masz ochotę położyć się spać, jeśli boli Cię brzuch, głowa, dusza —
to nie jest starość, to nie lenistwo, to nie „taki dzień”.

To może być to samo, co rozwalało mnie przez lata.

Więc zamiast następnej bułki, zadaj sobie jedno pytanie:
„Czy ja naprawdę chcę dalej tak się czuć?”

Napisz mi w komentarzu, jak reaguje Twoje ciało.
Nie po to, żeby się pożalić.
Po to, żeby się obudzić.

______________________________

Otwieram grupę, do której Cię zapraszam. Grupy, w której nie będziemy się wzajemnie poprawiać, oceniać, ani udawać.

ZAPISZ SIĘ DO GRUPYTworzę Swoją Rzeczywistość

https://www.facebook.com/groups/tworzeswojarzeczywistosc

______________________________

Małe przypomnienie: Nowe letnie papiery już w sklepie

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry